Maciej Durski

W 1990 roku oblał swój pierwszy egzamin do poznańskiej ASP, który to wyczyn z sukcesem powtórzył po roku. Perspektywa rychłego wcielenia do polskiej armii uskrzydliła go i zmotywowała do działania. Długo się nie zastanawiając, wyruszył do Włoch i zatrzymał się na Capri, gdzie mieszkał i owocnie tworzył przez kolejne trzy lata. Pierwszy obraz namalował farbami kupionymi przez przypadek od biednych Rosjan z jachtu w tamtejszym porcie.
Po spektakularnym powrocie do Polski rozpoczął wymarzone studia na Uniwersytecie Zielonogórskim. W 2007 roku otrzymał dyplom z socjologii i wyjechał Norwegii, gdzie przebywa żyje i tworzy do dziś.
Maciej Durski mówi o sobie, że w życiu robił chyba wszystko. Był barmanem, cieślą, kucharzem, celnikiem, dekoratorem wnętrz i projektantem. Był także tragarzem i lepił pierogi w garmażerce. Jednak nie przypomina sobie, by kiedykolwiek choć na chwilę wypuścił z ręki pędzel. Czasem jedynie zamieniał go na coś bardziej topornego, eksperymentując z różnymi materiałami.

Kiedyś przez przypadek usłyszał, jak jego ojciec przy wódce opowiadał o zainteresowaniach syna: „Wiecie, siedział całymi nocami w tej piwnicy, nakładał i zdzierał coś, mazał. Niczego tam nie było, nie tak jak kiedyś, co tego konia namalował pięknie. Na koniec zdarł połowę szlifierką, przeciął na pół, zrobił sobie takie szelki, bo to większe od niego było, potem zarzucił na plecy i gdzieś z tym poszedł. Po tygodniu Maryla (żona) woła mnie i pokazuje mi gazetę. Widziałeś? - mówi. - Nasz Maciek pierwsze miejsce w wojewódzkim konkursie artystycznym wygrał!”.
Od tamtej pory minęło może trzydzieści lat. Wiele się zmieniło, jednak sztuka pozostała. “To taka chyba choroba jest” - mawia artysta.

TOP